bez orkiestry, ale z rapem i czarnymi aktorami

Nowy film Christophera Nolana „Odyseja” zarasta skandale jeszcze przed premierą. Znany ze zamiłowania do autentyczności reżyser znalazł się w centrum krytyki za zaskakująco selektywne podejście do historii starożytnej Grecji.

Główną przeszkodą jest muzyka. Według magazynu TIME Nolan zakazał kompozytorowi Ludwigowi Göranssonowi używania partytury orkiestrowej. Przyczyna? Orkiestr „wtedy nie było”. Na pierwszy rzut oka chęć autentyczności budzi respekt – podobnie jak budowanie prawdziwego statku do filmowania.

Jednak od razu pojawia się rażąca sprzeczność. Odmawiając muzyki symfonicznej, Nolan zaprosił do filmu rapera Travisa Scotta. Reżyser uzasadnił swoją decyzję stwierdzeniem, że epopeja Homera była ustną opowieścią poetycką, „podobną do rapu”. Widzowie są zdumieni: starożytne instrumenty to anachronizm, a współczesny rap nagle staje się organicznym nawiązaniem do tradycji?

Na tym nie koniec dziwności. W zwiastunach Odysei uważni widzowie usłyszeli współczesne słowa „tata” i „tatuś” (tata/tatuś), które nie mogły występować w starożytnym języku greckim. A w oprawie wizualnej pasjonaci historii dostrzegli żelazne zbroje i broń, choć akcja rozgrywa się w epoce brązu.

Skandal związany z obsadzeniem Heleny Trojańskiej nadaje dyskusji szczególną pilność. W roli, którą starożytni autorzy, od Homera po Safonę, opisywali jako „białoręką” i jasnowłosą, obsadzono utalentowaną aktorkę Lupitę Nyongó. Krytycy nie wątpią w kunszt Nyong’o, ale wskazują na hipokryzję: Nolan deklaruje wierność oryginałowi, ignorując jednak najsłynniejsze szczegóły dotyczące wyglądu bohatera.

W efekcie adaptacja filmowa, pozycjonowana jako film głęboko przemyślany i rzetelny, zaczyna przypominać patchworkową kołdrę. Rap jest tradycją, ale orkiestra nie. „Tatuś” jest normą, ale zbroja historyczna już nie. Wybór rasy aktorki jest nowoczesny, ale wygląd bohaterki wiersza nie.

Dla wielu fanów coraz bardziej staje się jasne, że „historyczna dokładność” Christophera Nolana w „Odysei” to tylko chwyt marketingowy, który działa tylko pod warunkiem, że nie jest sprzeczny z hollywoodzkimi trendami i własną wizją reżysera.